Śniła mi się moja babcia, której nigdy nie poznałam choć mieszkała 3 km ode mnie. Zmarła kilka miesięcy temu. Była zupełnie obcą dla mnie osobą.
We śnie najpierw wspinałyśmy się po skalnej ćwiczeniowej ściance, ale "skałki" były wielkości ogromnych kamieni. Babcia się mocno spociła i poprosiła bym dała jej swoją bluzkę. Sama miała na sobie granatową bluzkę z długim rękawem. Dałam jej bardzo podobną.
Potem spacerowałyśmy po pięknej, zielonej łące, pod rękę. Babcia była pogodna, śmiałyśmy się, że podobnie wyglądamy i to, że idziemy tak pod rękę wydawało nam się zabawne. W tym momencie zwróciłam uwagę, że jest ubrana cała na czarno.
W oddali widziałyśmy przystojnego starszego Pana, bawił się z jakimś chłopcem. Babcia powiedziała mi, że wyszła za mąż za dziadka z miłości.
Potem miałyśmy zagrodę, z której ktoś wyprowadzał malutką brązową-białą krówkę. Gdy nazwałam ją krówką powiedziano mi, że mam nazywać ją Maniek, bo musi znać swoje imię i reagować na imię jak będzie większa.
Sądzę, że to było spotkanie. Może ta Pani, która chcę czy nie była moją babcią przerabia właśnie jakieś nauki, ale co chciała mi przekazać?
PS. Sen przyszedł po medytacji, a w nocy towarzyszył mi pietersyt, który dosłownie wgniatał mi głowę w poduszkę, mimo, że jest malutki.