sobota, 2 listopada 2019

Październik 2019 - spotkanie.

Wczoraj słuchałam nagrania do autohipnozy na oobe. Niestety zasnęłam w trakcie.
Śniło mi się, że jestem w szkole. Jest przerwa lub koniec zajęć. Przed wyjściem z budynku w korytarzu spotykam mojego Brata. Widzę Go tak dokładnie jakbym miała inne oczy. Nie umiem tego wytłumaczyć. Widzę dokładnie skórę, pory na twarzy. Wygląda tak jak przed śmiercią. Wzrost, strój, wiek - wszystko się zgadza. Uśmiecha się do mnie, a ja... od razu załapałam, że hipnoza zadziałała i właśnie widzę mojego Brata. Radość niewyobrażalna. Rzucam mu się na szyję. Czuję tak wyraźnie jego ciepło. Wychodzimy przytuleni ze szkoły. Zatrzymuję się by jeszcze trochę się tym nacieszyć. Przytulam twarz do Jego policzka. Czuję zapach perfum. Jestem taka szczęśliwa. Sen się kończy.

Październik 2019 - pająki.

Sen zaczął się tak, że stałam w pokoju i poczułam coś na ręku, patrzę, a to ogromny pająk. Zrzuciłam go, spojrzałam na sufit, a tam aż czarno od tych ogromnych pająków!! Tysiące pająków. Oprócz nich pojawiły się też ogromne pszczoły. Były wielkości małych kotków i były ich też miliony.
Przerażona pobiegłam do pokoju dziadka. Dziadek nie żyje od 9 lat. W moim śnie spał. Sądziłam, że będzie zły, że go budzę, ale musiałam to zrobić. Obudziłam go i zaczęłam tłumaczyć co się dzieje, a on wcale nie był zły. Ze stoickim spokojem powiedział, że weźmie jakąś rurkę i odetnie im tlen. Dobrze wiedział co zrobić.
Jestem już na podwórku. Dziadek wyszedł z mieszkania z jakąś rurką i poszedł do swojej szopki, a z domu oknami zaczęły wylewać się jak rzeka te martwe już pająki i pszczoły. Gęsta rzeka, albo lawina martwego robactwa.
Na wjeździe do podwórka stał mój samochód, ale to był mój pierwszy samochód, który miałam jakieś 8 lat temu. Wszedł do niego mój Brat, który nie żyje od 3 lat. Bałam się, że w samochodzie są jeszcze te robale i zaczęłam na migi pokazywać mu, żeby stamtąd wyszedł, ale on nie łapał o co chodzi i się wygłupiał. No ale w końcu wyszedł i przyszedł do mnie.
Obok stał nasz piesek - Gabi, której nie ma już z nami od 1,5 roku. Patrzeliśmy jak rozgryza jedną z tych pszczół. Dokładnie jej głowę. W środku była gęsta wydzielina. Trochę jak ropa.
I to koniec.

Wrzesień 2019 - powrót.

Śniło mi się dziś, że Mój Brat wrócił. Wszystko było jak w rzeczywistości miałam świadomość, że od 3 lat nie żyje. I on tak po prostu wrócił. Emocje w tym śnie były takie jakie byłyby naprawdę. Szczęście, które aż odbiera władze w nogach. Nie do opisania. A potem się budzisz... Cały dzień nie mogę do siebie dojść.

Sierpień 2019 - plakat.

Dziś śniło mi się dziecko. Wiem, że było to dziecko mojej mamy, albo podlegało jej opiece. Niemowlę. Pamiętam tylko, że zajmowałam się nim, a potem przystawiłam w wózku do łóżka mamy. Mama obudziła się i przejęła opiekę.

Kilka dni temu miałam sen z tym samym motywem.
Śniło mi się że moja mama miała drugie dziecko. Syna. To było tak jakby przez pierwsze 2-3 miesiące Jego życia w ogóle go nikomu nie pokazywała a może nawet się nim nie zajmowała.

Pewnego dnia przyszła z nim do mnie tak jakby miał już zostać w naszym życiu. Był ładny, jak to dziecko. Przypominał mi Brata i było mi bardzo ciężko gdy na niego patrzyłam. Wiedziałam, że to nie On. Zapytałam co tata na to. Wyglądało na to, że mu jeszcze trudniej. Chłopiec nazwany był imieniem ojca - Andrzej.

Chłopiec się smarkał tak dość odpychająco, ale po wytarciu noska było już ok. Gdy wzięłam go na ręce powiedział do mnie męskim głosem (!) , że teraz mu się odbije. No i tak się stało. Obrzygał mnie tak, że aż mi na kark i we włosy spłynęło (bo leżeliśmy).

W kolejnej scenie gdy wycieram to co wypluł, patrzę w lustro. Wyglądam paskudnie. Poprzedniego dnia ścięłam i przefarbowałam sobie sama włosy (tylko we śnie). Włosy były nierówno postrzępione, wyrudziałe, a grzywka miała jakby dwie warstwy. Koszmar. Mama wzięła nożyczki i próbowała je ratować jeszcze bardziej skracając. Pocieszałam się w myślach, że poprzednio dość szybko odrosły.

Ostatnia scena. Dziecko w moich rękach zamienia się w plakat, który usiłuję przyczepić do ściany budynku. Plakat jest wymiarów ok 40cmx180cm. Sprawia mi to trudność i niechcący przebijam go gwoździem akurat w miejscu gdzie jest wizerunek mojego Brata (Czarka). Plakat jest w ciemnych barwach. Czarek ma czarną koszulkę. Przejęłam się, bo wiedziałam, że to będzie przykre dla mamy, ale wiedziałam już, że to nowe dziecko będzie jakąś pociechą.

Kwiecień 2019 - motorynka 2.

Ponownie w moim śnie pojawia się motorynka, a dokładniej Mój Brat i motorynka.

Tym razem motorynka była moja. Robiłam coś na podwórku i uznałam, że dobrym pomysłem będzie jeśli pojadę na cmentarz motorynką. Wsiadłam, ale zanim znalazłam się na cmentarzu znalazłam się w domu z rodziną dziewczyny, którą znałam dawno temu. Było dużo ludzi, dzieci, jakieś czary, jakaś dziewczyna spodziewała się dziecka, co jej wywróżono. Nie pamiętam całej akcji w tym domu.

Potem znajduję się na zakręcie przy pierwszym zjeździe na cmentarz, gdzie dosiada się do mnie Czarek. Siada tak jak siada się na rowerze na ramę. Ciężko mi jechać, prawie nic nie widzę. Do tego mam znicze i wiązanki. Dojeżdżamy na cmentarz(drugi zjazd), ale przed bramą przewracamy się, wznoszą się tumany kurzu. Kwiaty (sztuczne) i znicze lądują w piachu. Nie nadają się do postawienia na grób. Zostawiam je przed bramą z myślą, że potem je wrzucę. Znicz jest pobity. Nie pamiętam co dokładnie działo się na cmentarzu. Wiem, że siedziałam przy nowym grobie jakiegoś Amerykanina. Potem gdy byłam już na podwórku przypominam sobie, że zostawiłam te kwiaty przed bramą.

Styczeń 2019 - motorynka

Dzisiejszy sen zaczyna się sceną, w której razem z rodzicami wybieramy się na spacer. Jesteśmy w Niemczech. Chcę iść w miejsce, które często pojawia się w moich snach. Rzecz dzieje się na tarasie dużego domu.

Po drodze głodnieję. Przechodzimy obok kolejnego miejsca, które często pojawia się w moich snach - straganów z jedzeniem. Kupuję zapiekankę. Z jakiegoś powodu jej nie dojadam.

Rezygnujemy jednak ze spaceru, wracamy do domu. Idę przodem. Przed domem w oddali widzę Brata, ale gdy się zbliżam odjeżdża motorem, a raczej motorynką (nigdy nie miał).

Stoimy na tarasie i nagle otoczenie się zmienia. Jesteśmy na wsi, na schodach domu mamy mojego wujka.

Mama chyba weszła pierwsza. Jestem ja i jej mąż. Nagle groźny pies zrywa się z łańcucha i biegnie prosto na nas. Wbiegam do środka i zatrzaskuję drzwi zostawiając tatę na zewnątrz. Widzę przez szybkę jak pies spowalnia na schodach, mam nadzieję, że może zrezygnuje z ataku i mam wyrzut sumienia, że zamknęłam te drzwi choć to był impuls. Tata wchodzi do środka. Pies mocno ugryzł go w nogę. Ma ogromne dziury. Nie ma krwi. Bardzo go boli i kładzie się na wersalkę.

Trzeba iść po pomoc. W mieszkaniu pojawia się wujek z psem, ale ten zostaje szybko wyprowadzony bo się boimy. Wujek też znika.
Pojawia się inny pies - czarny, w typie rottwailera, młody, trochę przerośnięty, bardzo przyjazny.

Muszę wezwać pomoc. Wyglądam za okno. Pies razem z innymi dwoma jest uwiązany przy stodole. Są nienaturalnych rozmiarów, sięgają aż pod dach, są bardzo puchowe, szare. Stają ma tylnych łapach. To piękny widok. Na podwórku leży rozszarpane truchło kota. Sam korpus. Z okna stodoły z siana wystaje ogromna pluszowa maskotka małpy, która ożywa. To ani goryl, ani orangutan. Jest pomarańczowy i wielki prawie jak King Kong. Demoluje wszystko na swojej drodze. Również dom. Wszystko się wali.

Do domu wchodzą trzy staruszki. Wyglądają trochę jak cyganki. Teraz znów mimo, że wciąż tym domu wiem, że jesteśmy w Niemczech. Panie przyszły nie w porę, więc wolelibyśmy, żeby sobie poszły. Skoro już uparcie siedzą poprosiłam by wezwały pogotowie, bo olśniło mnie, że znają język. Jedna z Pań zadzwoniła, ale rozmawiała po polsku. Zabrałam jej telefon i kontynuowałam rozmowę. Dyspozytorka była tak powolna i drobiazgowa, że myślałam, że wyjdę z siebie.

Nim skończyłam rozmowę akcja mojego snu przeniosła się w ruinę innego domu. Tam też szalała ta wielka małpa. Byłam tam tylko z jedną osobą. Próbowałyśmy się wymknąć. Tu się chyba urwało.

Listopad 2018 - operacja.

Widzę Brata na stole operacyjnym, który jest u mnie w domu. Operację prawdopodobnie przeprowadzała babcia. Sen zaczyna się gdy Czarek ma już zoperowane 2-3 narządy wewnętrzne i właśnie usunięto mu większą część wątroby. Zostawiono tylko taki mały supełek z wentylkiem (znów kojarzy mi się z częścią balona). Przyglądam się Bratu, jest rozkrojony, ale w ogóle tego jakby nie widzę. Leży w białej pościeli. Myślę sobie, że taki biedny ten mój Brat. Tyle przeszedł. Ma 28 lat i jeśli przeżyje jeszcze 20 to maksimum. I zastanawiam się czy zdążę się nim nacieszyć. Pocieszam się, że może tak.

Potem idę do kuchni, tam babcia zajmuje się tą wątrobą. Wygląda trochę jak smardz choć z zewnątrz jest gładka. Jest przezroczysta, widać warstwy. Mam ją pokroić na kawałeczki i wrzucić do słoika z wrzątkiem. Przyglądamy się jej i zauważamy, że pomiędzy warstwami pojawia się krew, co odbieramy za dobry znak i nadzieję na przeżycie operacji przez Brata. Biegnę zobaczyć ten wentylek i tam też ku mojej uciesze widzę krew.


Październik 2018 - tatuaże

Zawsze zasypiam z nadzieją, że przyśni mi się mój zmarły Brat. Obudziłam się dziś nad ranem i powiedziałam do Niego, że to ostatnia okazja by przyśnił mi się tej nocy, bo zamierzam jeszcze z godzinkę pospać. No i przyśnił mi się. Taka sytuacja ma miejsce za każdym razem gdy nad ranem wyrażę taką prośbę.
Kilka dni temu zrobiłam tatuaż. Przyśniło mi się, że Czarek też zrobił sobie kilka tatuaży. Jego tatuaże w przeciwieństwie do mojego były kolorowe (dużo czerwonego, czerwone kwiaty), wyglądały jak naszywki na jeansowych bluzach. We śnie zauważyłam tą różnicę i pomyślałam, że te tatuaże są takie, bo on taki jest - kolorowy, szczęśliwy. Byłam z tego powodu zadowolona i jednocześnie zamyśliłam się nad czarnym kolorem mojego tatuażu. Jeden z tatuaży jaki miał Brat w okolicy obojczyka zawierał napis "Jest fajnie w poniedziałek". Powiedziałam tak jak powiedziałabym to na żywo: "Czarek, ale Ty głupi jesteś, że sobie ten poniedziałek wypisałeś, tylko dlatego, że tatuaż zrobiłeś w poniedziałek". ;)
Otoczka całego snu. Byliśmy w Niemczech u rodziny, która w rzeczywistości mieszka w Pl. W domu było dużo małych kotków. Paręnaście z nich leżało sobie w kuchni na podłodze jakby równo poukładane, nie budziły naszej ciekawości. Leżały na boku. Obok nich leżało jedzenie przygotowane dla naszej rodziny przez babcię - pieczony boczek. Zastanawiałam się dlaczego babcia nie pomyślała, że te koty mogłyby się za to jedzenie zabrać i w ogóle je zanieczyścić. Trzy kotki leżące w innym miejscu wzbudziły mój zachwyt - jeden miał głęboko granatowy kolor, a dwa pozostałe były jakby połączeniem, z których ten kolor powstał. Były ładne, mięciutkie, zdrowe.
Zachciało nam się jeść, ale do jedzenia był tylko kalafior i parówki. (Boczek poszedł w niepamięć) Nie byliśmy pewni czy powinniśmy ten kalafior podebrać cioci (zauważyliśmy, że składa jakby szkielety kalafiorów na półce - to tak jakby tych kalafiorów nie zjadała, a one w dziwny sposób zasychały). Na parówki nie mieliśmy szczególnej ochoty, więc postanowiliśmy z entuzjazmem, że pójdziemy sobie pozwiedzać okolicę i przy okazji zrobimy zakupy. I tu w głowie miałam wspomnienia okolicy i sklepu do którego mieliśmy pójść (nic z tych rzeczy nie istnieje naprawdę, ale czasem pojawia się w moich snach).

We śnie Brat był cały czas uśmiechnięty i radosny.

Sierpień 2018 - kupa szczęścia.

Przed snem mówiłam do zmarłego przed dwoma laty Brata, że dawno już nie otrzymuję od Niego znaków i chciałabym, żeby mi się przyśnił.

Pojawił się w dwóch odsłonach:

1) Weszłam po nim do toalety i zobaczyłam, że nie dość, że sedes jest zapełniony Jego kupą po brzegi to jeszcze cały nią usmarowany - zaczęłam to wycierać. Nie czułam obrzydzenia ani złości.

2) Leżymy w łóżku przytuleni. Jestem spokojna i szczęśliwa, w pokoju jest moja rodzina. Myślę sobie, że muszą (rodzina) być bardzo szczęśliwi widząc nas nareszcie razem po tym co przeszliśmy.

Lipiec 2018 - fryzjer.

Poszłam z moim Bratem do fryzjera. Zanim przyszła Jego kolej czekałam na krzesełku razem z pracującą obok radczynią prawną. Zmieniała się w moim śnie z każdym "ujęciem" ze starszej babki, która miała przytwierdzony z ucha do czoła ekstrawagancki kolczyk w młodą dziewczynę. Chwaliła atmosferę w pracy.
Nadeszła kolej Czarka, starsza Pani, która była przed nim zabrała z biurka czarną kartkę z kolorowymi napisami. Myślałam, że to Czarka i już chciałam coś powiedzieć gdy fryzjer dał mu taką drugą. Potem zanim Czarek usiadł do strzyżenia fryzjer ustalił mu następny termin na za dwa tygodnie. Zaprotestowałam, bo stwierdziłam, że to przesada co 2 tyg. chodzić do fryzjera i poprosiłam by ustalił inny. Fryzjer się obruszył i wydał mi się wtedy wrednym, nadętym bufonem. Powiedziałam więc zachowując dobrą minę, że umówimy się telefonicznie. Wspomniał coś jeszcze o wczesnych godzinach - nie bardzo mi pasowało, bo przecież pracuję. Po chwili powiedziałam do Czarka, że przecież może przyjść sam, poradzi sobie beze mnie. Potem zainteresowałam się kotem fryzjera. W salonie stały niklowane drabinki, usiadłam przy nich na materacu i próbowałam zachęcić kotka by wskoczył na drabinkę, ale on nie był tym zainteresowany, więc właściciel postanowił pokazać, że kot umie, ale jakoś tak wyszło, że kot wskoczył na mnie i zaplątał się w moją sukienkę. O dziwo nie zezłościłam się, a żartem wybrnęłam z sytuacji tak, że zarówno fryzjer jak i ja wprawieni zostaliśmy w dobry nastrój.
Ostatnia scena to widok strzyżonego Brata.

Lipiec 2018 - uczelnia.

Jestem z Bratem na uczelni. Wchodzę na swoje zajęcia. Brat miał wejść ze mną, ale nie zdążył. Weszłam więc sama, zajęłam miejsce na końcu sali we wnęce, blondwłosa ok 45 letnia Pani Profesor rozpoczęła wykład i w tym momencie wszedł Czarek centralnymi, dużymi drzwiami, w sali było bardzo jasno, drewniana podłoga i ławki. Wstałam i powiedziałam, że to mój Brat i chciałabym by mógł tu poczekać aż skończę zajęcia. Nie miałam świadomości Jego śmierci, ale wszyscy wokół mieli świadomość, że jakieś trudne doświadczenie ma z nami związek. Pani Profesor zgodziła się. Czarek usiadł obok mnie.
Za chwilę do sali wszedł konserwator i nie przerywając zajęć usiadł przy Czarku by powiedzieć mu, że wie, że to On napisał coś długopisem na ścianie w korytarzu. Zbulwersowałam się w pierwszym momencie, pomyślałam sobie, że znam Czarka i wiem, że nie mógł tego zrobić, ale zastanowiło mnie dlaczego Czarek się spóźnił no i napis wydał mi się trochę w Jego stylu. Nic nie powiedziałam, ale mimo wszystko byłam wściekła na konserwatora i gotowa obstać za Bratem.
W kolejnej odsłonie jedziemy razem z Czarkiem samochodem, wracamy chyba z tych zajęć. Samochód jest czerwony. Czarek prowadzi. Drzwi z Jego strony są uchylone, a on zamiast kierownicą zajmuje się jakimś lodem, albo batonikiem. Denerwuję się, że jest nieuważny, a On ma ze mnie ubaw. Siedząc obok chwytam za kierownicę i tak jedziemy. Ludzie się patrzą, a ja czuję dumę, że tworzymy taki zgrany zespół prowadząc razem samochód. Nikt tak jak my nie potrafi. Teraz oboje mamy ubaw.

Maj 2018 - żart w drodze na cmentarz.

Sen zaczął się tak, że Brat miał zawieźć mnie na cmentarz, ale miałam jechać na masce samochodu.
Jako, że poczułam się w jakiś sposób głupio oszukana przez Brata postanowiłam odwdzięczyć się tym samym i wymyśliłam, że zsunę się z tej maski zanim dojedzie tak, żeby myślał, że przez Jego szybką jazdę spadłam i zginęłam. Zsuwając się z tej maski zgubiłam kapcie (spadły paręset metrów dalej) i przewróciłam się na chodniku.
Obok przechodzili dwaj koledzy Brata i nie pomogli mi wstać wyraźnie dając do zrozumienia, że nie mam racji w swoich przekonaniach.
Poszłam na ten cmentarz, z daleka widziałam, że Brat robi coś dla innych ludzi (jakby odprawiał jakąś magię). Zbliżając się zaczęłam się zastanawiać czy słusznie Go oskarżam o te głupie żarty - może to co robił miało sens.
Gdy mijałam Brata, powiedział coś w stylu "hahaha bardzo śmieszne", dając mi do zrozumienia, że to co zrobiłam było głupie.
Potem widziałam jak Czarek przygotowywał suknię dla jakiejś kobiety - robił jakieś poprawki, ale nie w tradycyjny sposób, za pomocą magii. Suknia miała kolor pomarańczowy, ale miała jakieś kolorowe naszywki, materiał wyglądał na trochę sztywny, a krój nie przypominał współcześnie nam znanych. Jakby nie z tego świata. Długość - do kostek (prawie).
Ostatnia scena. Leżę na dużym łóżku w niesamowicie miękkiej, puchowej pościeli. Niemal zanurzam się w niej - puchowa jest kołdra, poduszki i prześcieradło. Wszystko jest białe, ale są też kolorowe naszywki lub wyszywane kwiaty. Jest mi bardzo wygodnie. To jest dla mnie dowód, że Czarek ma jakieś magiczne zdolności, bo ta pościel jest zrobiona dla mnie przez Niego.

Maj 2018 - poparzenia.

Około dwóch tygodni temu przyśniło mi się, że mój Brat (Brat nie żyje) poparzył się wrzątkiem w rękę, a ja trzymałam mu tą rękę pod bierzącą wodą.

Wczoraj mojemu tacie przyśniło się, że Brat pokazuje mu poparzone ręce. Nie wspominałam tacie o swoim śnie.

Maj 2018 - koperta.

Tytułem wstępu: w pracy odbywam właśnie służbę przygotowawczą, wykłady kończą się wpisem do dzienniczka - dzienniczek, rzecz święta, bez niego nie dopuszczą mnie do egzaminu.

Śni mi się, że przyjechała do mnie rodzina z drugiego końca Polski - kuzyn z ojcem i dwójką dzieci, w mojej wsi odbywa się duża impreza. W miejscu gdzie odbywa się ta impreza stoi kserokopiarka na wysokim słupku, pomyślałam, że skseruję kilka stron dzienniczka. Ktoś mi ten mój dzienniczek przyniósł, ale tylko te kilka stron - złożonych na pół, w foliowej koszulce.

Potem dużo się działo - pobyłam na tej imprezie/koncercie z koleżankami z pracy, spacerowałam z ojcem i synkiem kuzyna, byłam nad rzeczką (błotnisty, nierówny teren, zanieczyszczony), kuzyn wrócił z przejażdżki dziadka jawką (dziadek od 8 lat nie żyje) - jechał b. szybko, a nie miał kół, tylko łańcuchy w tych miejscach, dziadek wprowadził motor do szopki, byłam też w swoim mieszkaniu gdzie kuzyn narobił strasznego bałaganu i tam zorientowałam się, że zgubiłam dzienniczek.

Cały sen był o tym jak szukam dzienniczka w miejscach w których byłam, zamartwiam się, że nie dopuszczą mnie do służby, opowiadam ojcu kuzyna jaka to ważna rzecz, boję się wejść na miejsce imprezy bo siedzą tam dwaj pijani mężczyźni i jeden jest w stosunku do mnie agresywny.

Nagle zamiast wujka jest ze mną mama i Brat. Szukają ze mną. Sięgam do kieszeni i znajduję tam kopertę. Koperta jest wypchana banknotami (ogromnie dużo, jakbym wygrała w lotka), w kopercie jest karteczka z napisem "ta koperta pojawia się u ludzi, którzy najbardziej jej potrzebują". Pieniądze są w obcej walucie, są jeśli można tak powiedzieć - bardzo ładne. W mojej głowie pojawia się myśl - czy ta waluta ma w naszym świecie jakąkolwiek wartość. Stwierdzam jednak, że skoro się pojawiła, to musi mieć znaczenie.

Koperta pojawia się w magiczny sposób, a wcześniej w magiczny sposób przygotowałam tort dla syna kuzyna (dla mojego chrześniaka).

W drugim śnie dzisiejszej nocy śniłam, że chcę przygotować słodki sos - wybieram z zamrażarki poziomki i truskawki (poziomki są smaczne, truskawki wyglądają i smakują gorzej), na lodówce stoi kwiat - aloes - stwierdzam, że będzie pasował do mojego sosu. Najpierw wrzucam całe liście, a potem z wymieszanych już składników wybieram te liście i staram się wygrzebać do sosu tylko miąższ. Orientuję się, że nawrzucałam do tego sosu jeszcze inne rośliny i zastanawiam się czy to w ogóle zjadliwe - próbuję, paskudztwo! Wszystko nadaje się do wyrzucenia. Jestem na siebie zła, bo zmarnowałam dobre owoce.

Do tego wszystkiego jest wigilia, a my z babcią nie mamy co podać na stół.

Marzec 2018 - przywitanie.

Noc w hotelowym podwarszawskim pokoju, po odbytym szkoleniu. Zapamiętuję sen. Ostatnio mam z tym kłopot.

1) Wchodzę do kuchni. Po mojej lewej stronie w kuchni są moi rodzice. Na wprost wejścia na stole lub wysokiej szafce stojącej pod ścianą siedzi mój zmarły Brat. Jest dużo młodszy niż kiedy zmarł - ma jakieś 7 lat.

Mówię do rodziców, że zaraz przyjdę, ale najpierw przywitam się z Czarkiem, bo się strasznie stęskniłam.

Podchodzę do niego i mocno się przytulamy. Mocno objął mnie rączkami i nogami. Mówię tęskniłam bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo... Pomiędzy "bardzo" dajemy sobie całusy w usta. Czarek się wygłupia i robi przy tym głupie minki. :)

2) W tej scenie Brata nie ma. W mieszkaniu jest mój pies i mały kotek. Bawią się, pies zahaczył zębem kotka w brzuch. Zrobił głęboką ranę. Rana mocno krwawiła. Wzięłam go na ręce i zaniosłam na łóżko (bardzo wysokie, trochę jak u weterynarza ) do rodziców. Położyłam na jaśniutką pościel (biała w bladoniebieskie kwiaty - jaśniutkie jak znaki wodne). Krwi jest dużo i brudzi pościel i moje ubranie.

Chcę szybko udać się do weterynarza, ale zdaję sobie sprawę, że jesteśmy w Dortmundzie, nie znamy języka i nie stać nas na tutejsze leczenie.

Kotek prawdopodobnie umrze. Przyciskam mocno ranę kotka. Krew przecieka przez palce. Przytulam kotka. Kotek MÓWI (chyba telepatycznie), że czuje w mieszkaniu gaz. Pomyślałam, że to halucynacje przed śmiercią.

Rana zaczęła krwawić mniej. Pomyślałam, że jak ją ścisnę opatrunkiem to może będzie dobrze. Jedną ręką wciąż ściskałam ranę, drugą szukałam odpowiedniego opatrunku i w tym momencie obudził mnie budzik. Ucieszyłam się, że to tylko sen.

Luty 2018 - sałatka/kiełbasa.

1) Dwie moje sąsiadki zrobiły sałatkę (grubo krojona), sałatka stała w wannie wielkości 4 wanien na środku podwórka. Ja zrobiłam swoją drobniutko krojoną. Wsypałam ją do tej samej wanny.

Okazją było zrobienie jakiegoś specjalnego paleniska/wędzarni dla naszej wspólnoty mieszkaniowej.

Dziwiłam się dlaczego z tej okazji nie zrobimy sobie po prostu kiełbasy. Babcia miała schowane duże pętko. W moim śnie to był rarytas. Dała mi je.

2) Wzięłam kiełbasę i poszłam nakarmić Brata. Czarek miał jakieś 5 lat. Najpierw karmiła go mama i nie podobało mi się jak to robi. Potem dała mi pół pętka, żebym to ja mogła go nakarmić. To było jak nagroda. Odłamywałam małe kawałki i wkładałam mu do buzi. Wszystko działo się na podwórku, przy wyjściu z podwórka, między dwoma budynkami. To bardzo miła "scena". Był taki kochany...

3) Obok, przy ulicy biegały zaniedbane dzieci. Odłamałam pół kawałka kiełbasy i chciałam by Czarek dał go małej dziewczynce, on chciał, ale się bał, więc sama to zrobiłam i czułam się dumna, że nauczyłam go czegoś dobrego. Potem jeszcze siedzieliśmy oparci o budynek sąsiadów, obejmowałam Go ramieniem, był mocno przytulony i dalej go karmiłam.

4) O biegających dzieciach wiedziałam, że nie pochodzą z tego świata i dziwiłam się, że są bardziej zaawansowaną cywilizacją skoro podróżują między światami a żyją w tak złych warunkach.

Styczeń 2018 - skarpa.

Siedzę na wysokiej, stromej skarpie razem z Bratem i kuzynką. Oglądamy razem moje zdjęcia z dzieciństwa. Zdjęcia są niby papierowe, ale widać na nich ruch i słychać dźwięk. Opowiadałam straszne głupoty, ale nas oglądających tak to rozbawiło, że śmialiśmy się do rozpuku. W pewnym momencie coś mi się przypomniało, chciałam coś zobaczyć i zeszłam ze skarpy. Rozejrzałam się dookoła - było przepięknie - piękna zieleń wokół, bujna roślinność, lasy, czyste powietrze, dech zapiera na samo wspomnienie. Potem wdrapałam się do nich z powrotem.

Oglądając zdjęcia byłam tak jakby tylko z kuzynką. Dopiero po wdrapaniu się z powrotem był tam Czarek, ale nie zdziwiło mnie to, tak jakby był tam cały czas.

Na zdjęciach wyglądam trochę inaczej niż rzeczywiście wyglądałam w dzieciństwie.

Grudzień 2017 - powrót/telefon/dron/tatuaż/dziadek/szpital.

Tej nocy miałam sen, który bardzo dobrze zapamiętałam. Już dawno nie zapamiętałam tylu szczegółów.

1) Rzecz dzieje się w pokoju mojego zmarłego Brata. W tym pokoju, w którym tej nocy, wyjątkowo spałam. Do pokoju wchodzi Brat. W pokoju jest jeszcze mama i babcia. Wchodzi jakby nigdy nic. Jakby wypadku nie było. Pokazuje rękę, powyżej bicepsa miał nacięcie przez które jakimś cudem włożył sobie telefon komórkowy, który opadł na wysokość łokcia i prześwitywał przez skórę. Czarek i reszta zachowują się jakby nigdy nic, a ja wpatruję się w Czarka jak w święty obraz, dotykam go – sprawdzam czy naprawdę tu jest. W końcu przytomnieję trochę, mama i babcia „napadają” na Brata, że zrobił sobie coś takiego z ręką, ja próbuję Go bronić, a On irytuje się i mówi coś w stylu „Monika, przestań w końcu mnie bronić!”. Stwierdzam, że trzeba jechać z tą ręką do szpitala i myślę sobie, że może wizja tego wypadku i to całe dziwne wrażenie przeżycia miesięcy w żałobie było jakimś przeczuciem – że może umrze teraz, przez ten telefon.

2) Schodzę do swojego mieszkania (mieszkam piętro niżej). Nie wchodzę jednak do mieszkania, wychodzę na podwórko. Jestem szczęśliwa, że Czarek jest z nami, zachwycam się świeżym powietrzem. Spadło trochę śniegu. Patrzę w górę i widzę dwa ogromne latające pojazdy – gabarytowo i wizualnie podobne do czołgów. Widzę też mężczyznę, który ma przytwierdzone do nóg coś jak drony, ląduje na moim podwórku. Podchodzę więc i pytam skąd tu się wziął. Mówi, że z Poznania i że leciał dwie godziny. Potem unosi się w górę i podlatuje do mnie, trąca mnie, a ja mówię mu, żeby nie podlatywał tak blisko, bo narusza moją przestrzeń osobistą. W końcu facet usiłuje mnie porwać. Chwyta mnie i unosi wysoko w górę, na wysokość dachu mojego domu, udaje mi się uszkodzić te drony i opadamy w dół. Biegnę do rodziny i opowiadam im o wszystkim, chcę żeby wezwali policję, ale nikogo nie obchodzi co mi się przydarzyło.

3) Jesteśmy z rodziną w mieszkaniu, w którym kiedyś mieszkała ciocia. Wystrój pokoju jest biało – fioletowy, świąteczny. Jest duży materac wypełniony wodą. Siadamy do stołu. Mam ochotę opowiedzieć wszystkim o zdarzeniu z Czarkiem i o tym dronie, ale jakoś nikt nie chce słuchać. Zauważam, że kuzynka ma na plecach przepiękny kolorowy tatuaż – pawie pióra w intensywnych kolorach, z przewagą żółtego. Przypominam sobie, że przecież tatuaże na plecach robiłyśmy sobie razem, w jednym dniu. Tak naprawdę tatuaże zrobiłyśmy z mamą w miesiąc po śmierci Czarka. To jest dla mnie też znak, że żałobę sobie tylko uroiłam. Do cioci przychodzą koleżanki, więc my zamierzamy wyjść.

4) Z pokoju obok wychyla się dziadek. Dziadek nie żyje od 7 lat. Ma dla nas pięknie zapakowane (fioletowy papier) prezenty, ogromnych rozmiarów. Pokój jest cały biały. Babcia usiłuje wytaszczyć duże piętrowe, białe łóżko, które też dostała w prezencie, ale nie było zapakowane. Tak naprawdę dziadek chyba przez całe swoje życie nie zrobił nikomu prezentu. W tym całym ferworze zauważam leżące na brzegu jakiegoś łóżka dziecko – leży jak lalka. Biorę je na ręce, jest całe brzydko mówiąc 'zarzygane". Okropnie mnie obrzydza i wydaje mi się brzydkie, więc trzymam je jak najdalej od siebie i idę poszukać matki.

5) Gdy wychodzę z dzieckiem, to już nie jest mieszkanie cioci, a szpital. Szukam matki tego dziecka i w jednym z pokojów znajduję kobietę, która też jest cała „zarzygana”. Z ulgą oddaję jej dziecko. Czuję, że jeszcze chwila i z tego obrzydzenia sama zwymiotuję. Chcę wrócić do bliskich, ale gubię się w tym szpitalu. Błądzę po pokojach. Trafiam na oddział onkologiczny, gdzie ludzie leżą na łóżkach, które jeżdżą sobie swobodnie po dużych salach i korytarzach. Ludzie chyba śpią. Trzeba uważać, żeby nie zostać potrąconym.

Grudzień 2017 - urodziny.

Są moje urodziny. Do domu przychodzi dużo ludzi. Zdaję sobie sprawę, że chyba kupiłam za mało ciasta. Wywołuję Czarka z pokoju, żeby wysłać go do sklepu, ale zauważam, że mam jeszcze ciasto w lodówce. Czarek pomaga mi kroić, ale nie bardzo mu to wychodzi (ciasto rozpada się), więc oddaje mi nóż, ja się uśmiecham, wiem, że wcale go lepiej nie pokroję - co z resztą mu pokazuję. Uśmiechamy się do siebie. W drugiej części snu już nie ma Czarka. Ja, rodzina i ci goście jesteśmy w parku na rzeką, pijemy szampana i goście od razu sobie idą. Jest mi przykro, że nie chcieli spędzić ze mną trochę czasu, ale dociera do mnie, że przecież to tak naprawdę przyjaciele Czarka, a on żyje... O czym mieliby ze mną rozmawiać? Zostawiłam rodzinę i udałam się w stronę domu. Po drodze zaszłam do sklepu, gdzie spotkałam dwóch kolegów, którzy przewrócili niechcący regał z makaronem, który się porozsypywał. Miałam ogromną ochotę na słodycze.

Grudzień 2017 - wypadek/żart.

Idziemy gdzieś z mamą, mama była po jakimś sporze z Czarkiem. Czarek mija nas samochodem wchodząc w zakręt z piskiem opon. W samochodzie są jego koledzy. Jestem zła. Mówię do mamy, że nie powinien nam tego robić wiedząc co się stało (zmarł w wypadku). Nagle słyszymy, że samochód w coś uderzył. Biegniemy wiedząc co zastaniemy na miejscu. Przeraźliwie krzyczę - nie płaczę, to rozpaczliwy ryk, zawodzenie. Nogi mi się uginają. Mama zwraca się do mnie wręcz nienawistnie "Przestań! Co Ty mi robisz?!". Dobiegamy na miejsce. To plaża nad wodą. Widzę Czarka z głową opartą na kierownicy i wyobrażam sobie, że jest tam krew. Brat jednak podnosi głowę, wszystko okazuje się żartem. Ja wchodzę do wody i poruszając się w niej bezładnie wykrzykuję mu, że nie powinien tak postępować wiedząc co przeżyłyśmy. Potem jesteśmy w domu z jego kolegami. Zastanawiam się dlaczego tamten wypadek miał miejsce i Czarek zginął (jednocześnie Czarek jest obok). Myślę sobie, że to miało mnie przed czymś uchronić (np od spróbowania narkotyków i w następstwie uzależnienia się). Potem stoję przy półce z książkami (segment taki jak miałam w dzieciństwie). Przeglądam Czarka podręczniki, potem natrafiam na swoje i zastanawiam się nad swoim planem lekcji i chyba tym, że nie jestem odpowiednio przygotowana.

Październik 2017 - siostra.

 Ostatnio często śnię, że moja mama jest w ciąży - w trzecim lub szóstym miesiącu. Inny wariant jest taki, że dziecko jest już na świecie - moja kilkuletnia siostrzyczka, mała blondyneczka. Nigdy sen nie jest skupiony bezpośrednio na tym motywie, często przebija się on na tle różnych, często nieprzyjemnych sytuacji, ale to zawsze jest element budzący pozytywne odczucia. Zawsze we śnie mam świadomość istnienia Czarka - czasem mylę się i zwracam się do siostry Jego imieniem, albo wspominam, że podobnie bawiłam się z Czarkiem, lub też Czarek jest obecny, ale wiem, że za chwile musi odejść.

Sierpień 2017 - włosy.

Prostowałam włosy. Były bardzo długie - za pas. Najpierw miałam zamiar zrobić loki prostownicą, ale gdy zobaczyłam jakie robią się ładne i błyszczące stwierdziłam, że lepiej będzie gdy je wyprostuję, co zaczęłam robić. Nagle przyszedł mój nieżyjący Brat i zapytał czy może mi pomóc. Zrobiło mi się bardzo miło, ale powiedziałam, ze lepiej nie, bo się poparzy. Nagle włosy zamiast się prostować zaczęły się brzydko skręcać i puszyć. Każdy kosmyk musiałam kilka razy poprawiać, żeby wyszło dobrze. Brat był cały czas obok. Rozmawialiśmy.

Sierpień 2017 - zwłoki.

Sen jest długi i drastyczny...
Cmentarz. Stoję nad grobem Czarka. Sąsiadka podziwia jak pięknie urządziłyśmy mu z mamą grób. Widzę go we śnie takim jakim jest - zadbany, białe doniczki z białymi kwiatami.
Nagle nad grobem znajduje się dużo ludzi, w tym moi znajomi z pracy. Kawałek dalej kobieta, która niedawno straciła syna strasznie lamentuje (faktycznie umarł ostatnio kilka lat starszy od mojego Brata chłopak). Odchodzę gdzieś, a nad grobem tego chłopaka zostaje dużo osób, palą ognisko. Za Jego matką, która wraca do domu idzie dwóch mężczyzn, których obecności nie chce.
Wracam do mojego Brata. Patrzę, że wiązanki na grobie są porozrzucane. Układam je ładnie, a ludzie mi pomagają (zastanawiam się jakim cudem nie widzieli kto to zrobił). Gdy już poukładaliśmy przypominam sobie, że Czarek miał przecież pomnik i doniczki a nie wiązanki. Przekładam na nowo.
Znów odchodzę i wracam. Grób Brata jest rozkopany. Widać trumnę. Wołam mamę. Mama zaczyna gorączkowo jeszcze bardziej rozkopywać trumnę. Chce ją otworzyć. Krzyczę by tego nie robiła, ale ona robi to jak w amoku.
Otworzyła trumnę. Nie zważając na ciało Brata, szuka czegoś. Czarek leży w garniturze, tak jak Go zapamiętam. Nagle Jego ciało jakby siada albo nawet unosi się w pionie. Zdążyłam podtrzymać Go dłonią za twarz by nie przewrócił się na nią. Krzyczę do ludzi by wzywali księdza. Krzyczę na mamę by przestała. Prawdziwa panika i przerażenie.
Czuję, że twarz Brata jest w stanie rozkładu. Jeszcze chwila i ją uszkodzę (używam siły do podtrzymywania Go). Czuję Jego przesuniętą czaszkę (Faktycznie miał). I staje się najgorsze - mój palec przebija twarz, oko albo trochę wyżej. Bardzo dobrze pamiętam to uczucie przebijania. Z twarzy wydostaje się czarno-zielona gęsta ciecz. Zalewa moją rękę i Jego twarz. Panika przybiera na sile a mama nie przestaje. Nie mam siły - puszczam Go a on upada na twarz zapewne rozbijając ją.
Przybywa ksiądz i reszta rodziny, ale mnie już to nie obchodzi. Jestem w szoku. Kładę się to na ziemi, to na pomnikach i krzyczę głośno. Mam mokrą rękę, ale nie śmierdzi.
Jest jakby trochę później, parę dni. Mama nie może zrozumieć mojego zachowania i złości na nią. Mówi, że w tej chwili "skarby" były najważniejsze. I teraz zmienia się perspektywa oglądu sytuacji. Staję się obserwatorem i obserwuję się jako małego chłopca (z przeżyciami opisanymi wyżej) . Wiem, że chłopiec ucieknie z domu, będzie poszukiwany i wydaje mi się, że Go odnajdą. Widzę jak chłopiec wbiega do wody - chyba jeziora, ale ucieka przed wzburzonymi falami. Przypomina mi się, że popełni on samobójstwo.
Końcowa scena. Chłopiec wbiega na wysoką skarpę. Chwyta się liny i zwisa w akrobatycznej pozycji nad morzem lub oceanem. Teraz powinien skoczyć, ale ja widzę tylko jak zastyga nad tą skarpą i czuje prawdziwy zachwyt nad tym co widzi.
Budzę się. Nigdy nie miałam tak okropnego snu choć koszmary się zdarzały. Już nie zasnę. A podczas popołudniowej drzemki, parę godzin wcześniej śnił mi się pięknie - przytulił mnie i napełnił spokojem. Nic nie rozumiem.

Lipiec 2017 - kiosk.

Śniło mi się, że mój Brat ukazywał mi się gdy byłam sama. Rozmawiał ze mną, mogłam Go dotykać, spędzaliśmy fajnie czas. Pomyślałam, że jest kochany, że nie pozwala bym zostawała sama. Ukazywał się jako 10-11 latek.

Spędzałam kilka dni w Warszawie. Znalazłam się w kiosku, w którym pracowała moja koleżanka z dawnych lat. Była z córką. (W realu - nie ma takiego kiosku, koleżanka nie mieszka w stolicy, a jej córka jest dużo młodsza.)

Chwilowo byłam sama i rozmawiałam z Bratem. Pomyślałam sobie : "Nie dość, że Go słyszę i widzę to jeszcze dotykam... Takie rzeczy się nie zdarzają, jestem naprawdę chora... nie chcę się leczyć, nie chcę by znikł". Potem weszła koleżanka, zaczęłam płakać, a ona zaczęła krzyczeć potrząsając mną: "Monika, musisz pozwolić mu przejść na drugą stronę!". Odpowiedziałam: "To nie tatuś zginął tylko mój Braciszek, mój Mały Braciszek!!" Ona wydawała się być skonsternowana. Ja wpadłam w spazmatyczny płacz. W rzeczywistości jak wiecie Mój Brat zginął rok temu w wypadku mając 18 lat. Natomiast mój tatuś (w zasadzie to tata mojego Brata) jest teraz w szpitalu i Jego stan wydaje się poważny. To nawiązanie do taty mnie martwi.

Dodatkowo - w kiosku było ciasno, były stare, wypłowiałe ubrania, przychodzili jacyś ludzie. Zorientowałam się, ze spędziłam tam za dużo czasu, bo zadeklarowałam odbyć praktyki w zupełnie innym miejscu. Był piątek 21-ego, a w pn miałam już być w swoim miejscu pracy.

Lipiec 2017 - skażenie.

Jestem w szkole. Trwają jakieś konkursy, występy. Szukam łazienki, błądzę. Zarządzono natychmiastową ewakuację ze względu na skażenie. Nie powinno mnie tu być.

Jest niemożliwy ścisk, a ja muszę znaleźć Brata. Udaje mi się, klęczy osłabiony przed wyjściem na zewnątrz. Obok Jego kolega, widzi co się dzieje, stoi nad nim i prawie płacze, nie wie co robić. Krzyczę na Niego, żeby oddał Czarkowi swoją tabletkę. Ja takiej nie miałam, jako jedyna. Waha się, ale wydzieram się, żeby ją dał i uciekał szybko, to nic mu nie będzie, bo on jak ja jeszcze czuje się ok. Skłamałam. Ja już czułam się źle. Metaliczny posmak w ustach.

Podałam Czarkowi tabletkę i wyszliśmy. Brat poczuł się lepiej. Dopiero teraz zaczęłam krzyczeć, żeby ktoś z ludzi którzy wyszli najszybciej oddał mi swoją tabletkę, bo oni jej nie potrzebowali. Dostałam ją. Miała kwaśny smak. Miałam wyrzuty sumienia, że naraziłam kolegę Czarka, ale zrobiłam to by Go ratować. Nie sądziłam, że jestem do tego zdolna.

Musieliśmy dostać się na lotnisko. Biegliśmy przez miasto co sił w nogach. Gdy zaczęliśmy biec zaczęły gonić nas czarne konie. Piękne, błyszczące, szczupłe. Usiłowaliśmy zmienić drogę, żeby je zgubić, bo inaczej staranowałyby nas. Początkowo nie udawało się, a potem zmyliły się i rozwścieczyły.

Ja zorientowałam się, że nie wiem któędy teraz na to lotnisko, ale zauważyłam, że Czarek wie, biegłam za nim i też przypomniałam sobie drogę. Niestety nie zdążyliśmy na samolot i obudziłam się. Znów zdyszana. Bałam się, że jak poruszę nogami, to będą boleć.

Czerwiec 2017 - teatr.

Drugi sen. Jestem w teatrze. Jest tylko dwóch aktorów. Chyba coś Szekspira. Po wyjściu wszyscy komentują sztukę, a ja nie mogę przestać płakać myśląc o zmarłym Bracie. Nie zatrzymuję się przy nikim, nie chcę by widzieli i źle się przy mnie czuli. Mijamy się na schodach. Wydaje mi się, że wchodziłam i schodziłam. Po wyjściu z budynku wszyscy się rozjechali, a ja musiałam biegnąć na pociąg. Miałam daleko, asfaltem, po dwóch stronach las. Przeszło mi przez glowę, że może zaatakować mnie wilk i stwierdziłam, że to byłoby dla mnie idealne rozwiązanie wszystkiego. Przede mną biegła para. Dobiegłam do stacji, ale nie wiedziałam, którędy na mój pociąg a nie było czasu się zatrzymywać, więc biegłam dalej aż dobiegłam do swojej miejscowości. Przede mną dobiegła ta para, oni biegli dla przyjemności i podziwiałam ich za to. Ja byłam wykończona i taka też się obudziłam - zdyszana, nie miałam siły się podnieść.

Lipiec 2017 - OOBE.

Dziś próbowałam pierwszy raz wyjść z ciała, techniką 4+1.

Gdy już leżałam próbując nie zasnąć, czułam mrowienie całego ciała, najsilniej rąk, ucisk i lekki ból głowy. Wizualizowałam sobie, że mój Brat wyciąga mnie z ciała za ręce (prosiłam Go o to wcześniej). W pewnym momencie poczułam jak delikatnie i powoli wychodzę. Kulę się przy łóżku przytulona do ściany i kartonowego pudła, dotykam kortonu i czuję go normalnie, potem moja ręka go przenika i czuję miękkie ubrania w nim poukładane. Wyciągam rękę przed siebie i dotykam... kolana mojego Brata - leży w moim łóżku.
Nie wiem w jaki sposób przenieśliśmy się na podłogę po drugiej stronie łóżka. Na klęczkach przytulamy się, całuję Go po twarzy. Jestem taka szczęśliwa!! Przyszedł jak prosiłam. I nagle - budzi mnie mama. Opowiadam potem podekscytowana wszystko mamie i babci i znów... budzę się - tu jeszcze pierdyliard innych snów, które niestety pamiętam fragmentarycznie,

m.in.: 1) papuga, która uciekła komuś w czasie burzy, wpuściłam ją oknem, była oswojona, odpadł jej dziób (wyglądała jak papuga, którą kiedyś miałam)
2) rozmowa z Kryszakiem i Cejrowskim - ja w piżamach i ręczniku na głowie - przypadkiem w towarzystwie, ale jakże byłam elokwentna! ;)
3) rozmowa z duchem - nie reagował na imię mojego Brata, ale na komendy zaczynające się od "Duchu!". Manifestował się poprzez ruch firanki.

Chyba ani razu nie obudziłam się tej nocy, więc to sen o śnie we śnie.

Wg opinii znawców tematu poznanych na facebookowej grupie - to jak najbardziej było OOBE.

Czerwiec - 2017 - wyblakłe zdjęcia.

We śnie zobaczyłam mamę przeglądającą się przed lustrem. Miała fajną kurtkę. Powiedziała, że dostała od cioci Basi (która zmarła kilka miesięcy temu). Ja swoją też od niej miałam. Obydwie miałyśmy coś w kieszeniach. Zdjęcia na których był mój Brat. Zdjęcia były wyblakłe, prawie nic nie było widać. Jakby były sprzed wieku. Moje znajdowały się jakby między cienkimi szkiełkami albo lusterkami, dobrze słyszałam dźwięk uderzających o siebie szkiełek.

Czerwiec 2017 - wizytówki dla dziadka.

Jesteśmy z rodziną nad grobem Brata. Tylko, że ten znajduje się w innym miejscu cmentarza niż w rzeczywistości. Zwracamy uwagę na sąsiadujące groby, mówimy o ludziach, którzy tam leżą, obok nas przechodzi dużo ludzi, rozmawiają z nami.
Przypomina mi się, że dawno nie byłyśmy na grobie dziadka. Razem z mamą poszłyśmy tam (kilka alejek dalej, przy głównej dróżce). Grób był malutki, jak dla dziecka, zaniedbany, litery wytarte jakby to był 100 letni grób. Głupio nam, że ciągle o nim zapominamy.
W pewnym momencie podchodzi do nas ksiądz. Mówi, że jutro przyjadą dwaj panowie (w sprawie dot. grobu) i trzeba będzie z nimi gdzieś pojechać. Mówię, że pojadę.
Jesteśmy już w domu. Teraz dziadek żyje i jest w swoim pokoju. Robię dla niego wizytówki osób, które spotkaliśmy na cmentarzu. Wiem, że się ucieszy. Zrobiłam kilka i stwierdziłam, że na zwykłym papierze szybko się zniszczą, więc teraz dam mu te, ale zaraz wydrukuje jeszcze raz i jak tylko dostanę zamówiony laminator (faktycznie zamówiłam) to je zalaminuję. Zastanawiałam się czy wydrukować na swojej drukarce czy na dziadka - dziadek miał swój komputer i drukarkę (w rzeczywistości palcem się nie dotykał do takich rzeczy).

Czerwiec 2017 - nowy samochód.

Jakimś cudem Czarek, przeżył wypadek, albo stamtąd wrócił. Minął dzień, może dwa, a on już chciał kupić nowy samochód. Byłam zła, że mama mu nie zabrania. Uspokoiłam się trochę na myśl, że przecież zabrali mu prawo jazdy.

Czarek wsiadł w ten samochód, żeby go wypróbować. Jechał chodnikiem, ale to akurat było jakby normalne. Jechał szybko i omal nie zderzył się czołowo z innym, czerwonym autem, potem pojechał w innym kierunku z dużą prędkością. Była zima, lód i śnieg.

Gdy wrócił powiedziałam: "Czarek, Dzieciaku, Ty nie umiesz jeździć. Nie umiesz jeździć. No zobacz, jechałeś na czołówkę z tym samochodem, potem jechałeś za szybko. Przecież wiesz co ostatnio się stało, ja znów tego nie przeżyję". Objęłam Go jedną ręką i pocałowałam w ramię. Nie denerwował się, rozumiał mnie.

Czerwiec 2017 - lalka.

Cmentarz. W niektórych miejscach woda (przejrzysta) po kostki. Biorę mojego Brata na ręce. We śnie jest mały - 3,4 latka. Skaczę po wodzie, woda się rozpryskuje, mam mokre buty, jestem szczęśliwa, Brat się cieszy. Nagle wypada mi z rąk i rozbija się na części jakby był lalką. Mama i ciocia podbiegają do niego zmartwione. Ja wkładam Jego głowę na swoje miejsce i udowadniam, że wszystko z nim ok, bo dalej się uśmiecha. Biorę go na ręce i dalej skaczę.

Maj 2017 - Brat, nie Brat.

Kolejny sen o moim zmarłym Bracie. Ja i moja rodzina wiedzieliśmy, że Czarek nie żyje. Mieszkał jednak z nami, tzn. to było Jego ciało, ale w środku był zupełnie kimś innym. On również wiedział, że wygląda jak Czarek. Intensywnie mu się przyglądałam, chciałam wypatrzeć jakieś spojrzenie, gest, minę - coś co było charakterystyczne dla Brata, ale nic takiego nie zauważyłam. Spojrzenie miał obojętne, myślał o swoich sprawach. Mama próbowała zwrócić mi uwagę, że Czarka z nami nie ma. Mimo wszystko podeszłam do Niego, złapałam Go za rękę, chciałam poczuć Jego dotyk, ciepło, trzymałam Go za rękę i płakałam. Dłoń była ciepła, ale dotyk obojętny.

Otoczka całego snu - najpierw byłam z rodzicami w mieście, ale nasze ulubione sklepy były zamknięte, przez szybę widzieliśmy, że nic w nich nie ma, nawet regałów, wszystko było białe, jasne. Jutro sklepy miały być otwarte, ale nie ratowało nas to. Szliśmy jakąś ciemniejszą ulicą, tata wysikał się na czyimś podwórku.
Potem byliśmy w naszej miejscowości i tu już był ten chłopak, przechodziliśmy obok kurników - w środku i dookoła dużo małych- mniejszych od kur ptaków. W pobliżu sterta desek, chodziłam po niej i jedna z desek spadła i uderzyła jednego ptaka. Kawałek dalej wylądował dziwny żółty pojazd - ni to auto, ni to samolot. Pilot wyglądał śmiesznie.
Rzecz z pierwszego wątku działa się na końcu, w domu.

Maj 2017 - tatuaż.

Brat miał zrobić mi tatuaż. Umiejscowiony miał być w okolicy lewego obojczyka. Zastanawialiśmy się nad wzorem. Miał być malutki. W końcu ustaliliśmy, że mają to być dziecięce malutkie buciki. Zastanawiałam się czy poradzi sobie z takim małym wzorem.

Kwiecień 2017 - wózek, autobus, woda.

Przed snem mówiłam Bratu, że teraz kiedy Go nie ma nie wiem już jak z Nim rozmawiać. Mówiłam, że nie wiem czy interesują Go dawne sprawy, czy dalej jest moim Czarkiem, czy jako dusza jest już zupełnie inny. I potem miałam trochę dziwny sen. Najpierw śpieszyłam się do miasta, żeby spotkać się z koleżanką na pizzę. 18-letniego Brata schowałam w wózek dla dzieci. O mały włos spóźnilibyśmy się na autobus. Biegłam z wózkiem, żeby zdążyć. Do autobusu była kolejka, dużo osób. Brat był trochę zły. Potem byliśmy już w jakimś mieszkaniu z tą koleżanką. Patrzę, a ona trzyma Czarka za nogi i trzyma Go całego pod zlewem z odkręconą wodą. Wyciągnęłam Go z tego zlewu. Koleżanka coś mówiła do mnie, ale ja prosiłam by poczekała, bo nagle poczułam radość z powodu tego, że Brat tu jest. Podeszłam do Niego i całowałam Go w policzki, był cały mokry i jakby od tej wody poczułam aż uderzającą świeżość.

Kwiecień 2017 - przepuklina.

Czarek śnił mi się jako 2-3 letni chłopiec. Był tylko w pieluszce. Miał przepuklinę brzuszną. Całowałam go po brzuszku. We śnie przyszło mi do głowy, że to ta przepuklina doprowadziła w końcu do Jego śmierci.

Marzec 2017 - kościół.

Byłam z Czarkiem w kościele. Potem byłam przy rozmowie babci z ciocią. Ciocia mówiła jej, że widziała mnie i Czarka w kościele "cali od stóp do głów w czerni" - mówiła z nutką krytycyzmu w głosie. Potem urywek gdy Czarek wrócił z kościoła sam i opowiadał mi, mamie i babci w charakterystyczny dla siebie sposób o tym jak to był z kolegą w kościele, między nimi stała ich nauczycielka. Czarek próbował coś u niej wyprosić (jakby jakąś roślinkę), która miała pomóc w czymś mi (tak jakbym to ja nie żyła). Był zły na nauczycielkę, bo nie chciała mu pomóc i przy tym powiedziała: "mam dość już tej waszej żałoby".

Luty 2017 - powrót.

Musiałam mieć jakąś informację, że Czaro może wrócić, bo zerkałam na telefon ciągle sprawdzając czy włączył tel, nagle okazało się, że moje wiadomości do Niego docierają.

Czekałam na Jego powrót, ale wciąż niedowierzałam. I pojawił się. Moja reakcja była taka jaka byłaby w rzeczywistości. Łzy samoczynnie płynęły, zwaliło mnie z nóg, dosłownie nie mogąc utrzymać się na nogach upadłam na kolana i w ten sposób do Niego szłam.

Mama była jakby zła, bo to wyglądało tak jakby cała Jego śmierć była Jego oszustwem i dziwiła mi się, że tak się emocjonuję, ale nie obchodziło mnie to, choćby i był winny - tak się cieszyłam, czułam się jakbym zgubiła olbrzymi ciężar, nie do opisania są te emocje. Wymienialiśmy krótkie zdania, ale wszystko zapomniałam, tak jak zapomina człowiek przeżywający coś w szoku,... Chyba nawet Go przytuliłam.

Luty 2017 - Brat w ciąży.

Śniło mi się, że wybierałam się do Brata do szpitala, bo zaraz miał urodzić. W rzeczywistości Brat pół roku temu zmarł. Myślałam sobie, że to bardzo dziwne, że mężczyzna urodzi dziecko.

Luty 2017 - napęd turbo.

Jakieś wydarzenie w miejscowości, w której mieszkam. Stoję i płaczę. Podchodzi do mnie znajoma (w rzeczywistości kilka razy tylko z nią rozmawiałam, jest mężatką i ma dziecko), mówi mi, że mnie rozumie i wie co przeżywam, bo ona też to przeżyła. Spytałam kiedy zmarł, a ona powiedziała, że chodzi o jej siostrę, która zmarła dwa lata temu. Rzuciłyśmy się sobie w objęcia i zaczęłyśmy strasznie płakać. Potem powiedziała, że musi iść, bo ma dużo zaproszeń do rozdania. To były zaproszenia na jej ślub. Zdziwiłam się, że po dwóch latach doszła do siebie na tyle. Potem rozmawiam jeszcze z jedną znajomą. O normalnych rzeczach, ale łzy płyną mi samoczynnie po policzkach. Potem rozmawiam z kuzynem i Jego dziewczyną, jest tam też mama. Chwalą się, że kupują samochód z napędem turbo, zachwycają się. Jest tam też mój Brat, który niby wyszedł z tego wypadku i też zachwyca się nad tym samochodem. Mówię mu dobitnie "Czarek jesteś młody i głupi", a on tłumaczy się, że ten wypadek to dlatego, że miał za bardzo podgięte nogi i w głowie widzę też (wcale o tym nie mówi) jakąś torbę, która wyraźnie mu przeszkadzała wtedy.


W drugim śnie tylko widziałam chłopaka bardzo podobnego do Czarka. Leżał na żółtym materacu. Spojrzałyśmy z mamą na siebie porozumiewawczo. Przedtem przymierzałam ubrania (spodnie), które były za duże.

Styczeń 2017 - pogrzeb.

Dziś śnił mi się pogrzeb Brata. Pogrzeb odbywał się tak jakby teraz, po kilku miesiącach od śmierci. Kaplica była duża, a siedzenia w niej podobne do takich w teatrze, na katafalku leżała połowa mojego brata. Druga połowa miała dotrzeć w drugiej trumnie, ale Ci z zakładu chcieli jakby to ukryć. W pewnym momencie odsunęłam się od mamy, siedziałam sama i strasznie płakałam. Mama spojrzała na mnie i powiedziała: "Będziesz teraz płakać? Musimy żyć dalej". Za chwilę nagle Brat spadł z katafalku. Pobiegłam po Pana z zakładu, żeby Go położył. Gdy już leżał zdziwiło mnie, że ma długie, do ramion jasnorude włosy.

Styczeń 2017 - odcięta ręka.

We śnie brat żył, ale miał odciętą rękę. Mama miała dostarczyć lekarzowi jakieś teczki (czerwoną i niebieską), żeby mogli mu tą rękę przyszyć, ale zawaliła sprawę i musiałam szybko działać by zdążyć zrobić to za nią. Atmosfera nerwowa.



Styczeń 2017 - porażenie mózgowe.

Tytułem wstępu. Wieczorem zawsze rozmawiam, a raczej mówię do zmarłego Brata. Zawsze gdy zaczynam słyszę puknięcie w kaloryfer i wczoraj zapytałam "Czarek to Ty? Jeśli tak zrób tak jeszcze raz" Niestety nic mi nie odpowiedziało i zrobiło mi się smutno.


Powiedziałam mu o tym i powiedziałam, że ostatnio nie mogę zapamiętać żadnego snu (może za sprawą dreamcatchera, który zawiesiłam nad łóżkiem?) i w związku z tym jeszcze bardziej mi Go brak, że gdy otrzymywałam sygnały było łatwiej.


Śpię. Śni mi się, że kłócę się z Panem Heniem (którego w rzeczywistości lubię), Pan Henio dostaje zawału. Wzywam karetkę. Lekarze Go odratowują. Mówię do jednego: "Skoro już jesteście, to może zajrzelibyście do mojego Brata, leży w drugim pokoju, jest po udarze", na co lekarka "Gdyby mnie coś takiego spotkało wolałabym umrzeć". Lekarz wstaje i idzie do pokoju Brata, idę z nim i to wygląda tak jakbym pierwszy raz po wypadku u Niego była.


Brat wygląda jak chłopiec z porażeniem mózgowym. Ciało ma dziwnie powykręcane. Widzę, że jednak łapie kontakt z lekarzem, lekarz od razu zauważa, że boli Go prawy bark i mówi, że przepisze mu receptę. Zaczynam mówić do Brata, a on uśmiecha się do mnie "Czarek, Ty wszystko słyszysz i rozumiesz...", a powiedz "kocham". Czarek mówi choć jest to dość zniekształcone. Wołam najpierw babcię, potem mamę, a On powtarza to przy nich, jednak one wydaja się obojętne.


Zaczynam Go głaskać po twarzy, po plecach, przytulam i mówię, że wszystko będzie dobrze, że ze wszystkim sobie poradzimy.


Wybiegam za lekarzem, bo zapomniał zostawić receptę.

Grudzień 2016 - o wypadku.

Sen z gatunku tych, o których jeszcze długo się myśli. Nie jestem pewna czy mógł być czymś więcej niż tylko snem.


Siedzę w samochodzie. Po prawej stronie w oddali widzę rozbity samochód, w którym zginął mój Brat (tak było w rzeczywistości), po lewej ludzi, którzy ustalają przebieg zdarzeń.


Drzwi od strony pasażera otwiera mój Brat., płacze i krzyczy przerażony: "Monika, ja chyba rozbiłem samochód! Rozbiłem samochód!". Przytulam Go (czuję ogromną ulgę, cieszę się, że nareszcie mogę Go przytulić, mówię do Niego bardzo spokojnie:


- Czaruś uspokój się, nie denerwuj się... tak, tak się stało, rozbiłeś samochód, ale wszystko jest w porządku.

- Co z resztą? Co z chłopakami? (w aucie było czterech kolegów Czarka) - odpowiada

- Uspokój się, wszystko z nimi w porządku, są cali, są już w domach. Wszyscy z tego wyszli, tylko... z wyjątkiem Ciebie... ale wszystko jest dobrze.


Potem zapewniam Go, że nie gniewamy się na niego, nie jesteśmy źli i mówię mu, że cieszę się, że Go widzę, że mogę Go przytulić. Mówię mu jeszcze, żeby przychodził często chyba, że nie będzie mógł.


I mówię "Czarek, bo teraz musisz się rozejrzeć, poszukać światła, czy czegoś... no wiesz... powinieneś iść do Nieba i jeśli nie będziesz mógł przychodzić, to w porządku".


Potem orientujemy się, że Panowie, którzy ustalają przebieg wypadku coś robią nie tak. Wychodzimy z auta, biorę Czarka za rękę (teraz wydaje się młodszy), idziemy na kładkę, gdzie są jeszcze jakieś szkła. Szybko podchodzą Ci Panowie, żeby powiedzieć mi, że nie mogę tu przebywać, Czarka nie widzą, dla nich jest duchem. Pokazuję im te ślady.


W czasie gdy byliśmy jeszcze w aucie, pojawiła się mama, siadła na tylne siedzenie, pokazałam jej ręką, żeby była cicho, bo rozmawiam z Czarkiem i mówię jej po cichu, że On nie wie, że nie żyje. Mama jest jakby zła - może dlatego, że przyszedł właśnie do mnie, a może dlatego, że wszystko mu powiem, a On na zawsze odejdzie...

Listopad 2016 - rower.

Było lato, jechałam rowerem, po drodze mijałam kolegę Czarka, zdjęłam nogę z pedałów, rozstawiłam szeroko nogi i krzyknęłam "Czaro pchaj mnie!" i nagle rower się rozpędził. Cieszyłam się, że mam potwierdzenie, że On rzeczywiście ze mną jest i mnie słyszy. Gdy rower się zatrzymał spojrzałam w tył, za rowerem stał mój Brat, ubrany jak kiedyś, cieszył się jakby zrobił mi niezły psikus. Szeroko się uśmiechnęłam i szczęśliwa zapytałam "Czarek, a Dziadek też tu jest"? (Dziadek zmarł 6 lat temu), a on nic nie powiedział, ale uśmiechnięty skinął głową na tak.

Listopad 2016 - nad morzem.

Idziemy z mamą przez jakiś targ, ale nie mamy zamiaru niczego kupować, a ludzie chyba niczego sprzedawać (w rzeczywistości niedawno byłyśmy na dużym targu za granicą, zawsze lubiłyśmy takie wypady).


Mama płacze, a więc rzecz dzieje się już po śmierci mojego Brata (w rzeczywistości 3 miesiące temu zginał w wypadku). Widzimy Brata gdzieś w oddali, jak gra w coś z innymi ludźmi (piłka, badminton). Lotka spada w moją stronę, odrzucam ją grającym.


Trzymamy się z mamą za ręce, rozglądam się wokół. Jest tak pięknie! Cudownie błękitne niebo, czysta woda o pięknym intensywnym kolorze, to chyba morze, czysty piasek, czyste, pachnące wręcz powietrze. Zdaje sobie sprawę, ze to sen. Zastanawiam się przez chwilę czy to sen mój czy mamy, ale nabieram pewności, że mój, bo to ja zawsze mam dziwne sny. Mama nie bardzo wierzy, więc mówię jej, że we śnie wszystko jest możliwe i by to udowodnić kładę się w powietrzu na plecach i... lecę... To cudowne uczucie...


Mówię mamie, że żałuję, że nie będę mogła porozmawiać z nią po przebudzeniu o tym co tu widziałyśmy, o tym pięknie, i nawet nie będę mogła dobrać właściwych słów by to opisać. Nagle nad naszymi głowami przelatują czarne skrzydła - identyczne jak te, które w rzeczywistości wytatuowałam sobie ku pamięci Brata.


Wszyscy ludzie, stoiska, wszystko znika i zostajemy same na plaży. Idziemy brzegiem morza, boso po wodzie, czuję delikatne uderzenia fal. Zdaję sobie sprawę, że teraz jest tak jak w Krynicy Morskiej (ostatni wspólny wypad z Bratem, było wspaniale). Podchodzi do nas jakaś ładna kobieta, bije od niej ciepło. Obejmuje mamę ramieniem i ma nas gdzieś zaprowadzić, ale budzę się. Rzeczywiście po przebudzeniu brak mi słów by oddać piękno tego snu i to uczucie głębokiej przyjemności, zachwytu.

Wrzesień 2016 - rozmowa w mieszkaniu cioci.

Byłam razem z mamą w mieszkaniu, w którym kiedyś mieszkała ciocia. Zaczęły dziać się dziwne rzeczy (już we śnie), m.in. z wieży stereo wysuwała się kieszonka od płyt CD. Powiedziałam "Czarek jeśli to Ty, zrób to jeszcze raz". I sytuacja powtórzyła się. Zaczęłam do niego mówić i nagle zaczęłam słyszeć Jego głos w mojej głowie, ale jakby gdzieś w oddali. Brat zmarł mając 18 lat, ale w moim śnie miał dziecięcy głos. Zapytałam jak mu tam jest i co się dzieje, że tak dyszy jakby był zmęczony. Odpowiedział, że tam jest fajnie, a dyszy tak, bo właśnie grali w jakąś nową grę. Zapytałam czemu ma inny głos i brzmi trochę jak dziewczyna, a on na to, że tam nie są dziewczynami, albo chłopakami, nie ma podziału. Zapytałam czemu do nas przyszedł, a on powiedział, że przyszedł się pożegnać i przecież musiał nas jakoś pocieszyć. (Obydwie w tym śnie płakałyśmy). Potem długo rozmawialiśmy, ale nic z tego nie pamiętam. Zapytałam jeszcze raz o to dlaczego tak dziwnie Go słychać, a on powiedział, że jest teraz bardzo daleko, a poza tym, że już go nie ma z nami od 9 miesięcy. Potem jeszcze zapytałam czemu mówi, że przyszedł się pożegnać, czy już więcej go nie usłyszymy i w tym momencie zaczęłam Go słyszeć coraz słabiej, jakby coś przerwało. Zastanawiałyśmy się jeszcze z mamą dlaczego powiedział, że nie ma Go od 9 miesięcy, bo przecież umarł 8 miesięcy i 6 dni temu. (w rzeczywistości 2 miesiące). Obudziłam się. Było parę minut po 3 nad ranem.

Lipiec 2016 - pierwsze spotkanie.

20 lipca 2016 r. nagle w wypadku samochodowym zginął najbliższy mi na świecie, najbardziej kochany człowiek - mój 18-letni Brat. Od tamtej pory często o Nim śnię. Część z tych snów zapisałam, nie zawsze jednak miałam na to siłę. Postaram się opisać te które pamiętam i kolejne.

Pierwszy pojawił się w trzecią noc po śmierci, jeszcze przed pogrzebem.

Wchodzę do jakby biura, wszystkie meble są nowe. Są dwa pomieszczenia. Dzieli je szyba z okienkiem. Takie klasyczne kasowe okienko. Jest pusto. Po drugiej stronie, lekko w oddali przed jakimiś drzwiami siedzi mój Brat. Zaraz za szybą, pod ścianą siedzi mężczyzna. Czuję, że ma jakieś zwierzchnictwo nad Nim. Nic jednak nie robi, siedzi spokojnie. Spojrzenia Brata, spod okularów jak zawsze. Zamieniliśmy dwa słowa i tak mnie rozśmieszył, że ze śmiechu rozbolała mnie przepona, aż się obudziłam.

Myślę, że to bardzo symboliczny sen. Ten mężczyzna był zapewne opiekunem Brata. A Czarek pożegnał się przed przekroczeniem progu...