Ponownie w moim śnie pojawia się motorynka, a dokładniej Mój Brat i motorynka.
Tym razem motorynka była moja. Robiłam coś na podwórku i uznałam, że dobrym pomysłem będzie jeśli pojadę na cmentarz motorynką. Wsiadłam, ale zanim znalazłam się na cmentarzu znalazłam się w domu z rodziną dziewczyny, którą znałam dawno temu. Było dużo ludzi, dzieci, jakieś czary, jakaś dziewczyna spodziewała się dziecka, co jej wywróżono. Nie pamiętam całej akcji w tym domu.
Potem znajduję się na zakręcie przy pierwszym zjeździe na cmentarz, gdzie dosiada się do mnie Czarek. Siada tak jak siada się na rowerze na ramę. Ciężko mi jechać, prawie nic nie widzę. Do tego mam znicze i wiązanki. Dojeżdżamy na cmentarz(drugi zjazd), ale przed bramą przewracamy się, wznoszą się tumany kurzu. Kwiaty (sztuczne) i znicze lądują w piachu. Nie nadają się do postawienia na grób. Zostawiam je przed bramą z myślą, że potem je wrzucę. Znicz jest pobity. Nie pamiętam co dokładnie działo się na cmentarzu. Wiem, że siedziałam przy nowym grobie jakiegoś Amerykanina. Potem gdy byłam już na podwórku przypominam sobie, że zostawiłam te kwiaty przed bramą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz