Sen zaczął się tak, że stałam w pokoju i poczułam coś na ręku, patrzę, a to ogromny pająk. Zrzuciłam go, spojrzałam na sufit, a tam aż czarno od tych ogromnych pająków!! Tysiące pająków. Oprócz nich pojawiły się też ogromne pszczoły. Były wielkości małych kotków i były ich też miliony.
Przerażona pobiegłam do pokoju dziadka. Dziadek nie żyje od 9 lat. W moim śnie spał. Sądziłam, że będzie zły, że go budzę, ale musiałam to zrobić. Obudziłam go i zaczęłam tłumaczyć co się dzieje, a on wcale nie był zły. Ze stoickim spokojem powiedział, że weźmie jakąś rurkę i odetnie im tlen. Dobrze wiedział co zrobić.
Jestem już na podwórku. Dziadek wyszedł z mieszkania z jakąś rurką i poszedł do swojej szopki, a z domu oknami zaczęły wylewać się jak rzeka te martwe już pająki i pszczoły. Gęsta rzeka, albo lawina martwego robactwa.
Na wjeździe do podwórka stał mój samochód, ale to był mój pierwszy samochód, który miałam jakieś 8 lat temu. Wszedł do niego mój Brat, który nie żyje od 3 lat. Bałam się, że w samochodzie są jeszcze te robale i zaczęłam na migi pokazywać mu, żeby stamtąd wyszedł, ale on nie łapał o co chodzi i się wygłupiał. No ale w końcu wyszedł i przyszedł do mnie.
Obok stał nasz piesek - Gabi, której nie ma już z nami od 1,5 roku. Patrzeliśmy jak rozgryza jedną z tych pszczół. Dokładnie jej głowę. W środku była gęsta wydzielina. Trochę jak ropa.
I to koniec.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz