Jestem z Bratem na uczelni. Wchodzę na swoje zajęcia. Brat miał wejść ze mną, ale nie zdążył. Weszłam więc sama, zajęłam miejsce na końcu sali we wnęce, blondwłosa ok 45 letnia Pani Profesor rozpoczęła wykład i w tym momencie wszedł Czarek centralnymi, dużymi drzwiami, w sali było bardzo jasno, drewniana podłoga i ławki. Wstałam i powiedziałam, że to mój Brat i chciałabym by mógł tu poczekać aż skończę zajęcia. Nie miałam świadomości Jego śmierci, ale wszyscy wokół mieli świadomość, że jakieś trudne doświadczenie ma z nami związek. Pani Profesor zgodziła się. Czarek usiadł obok mnie.
Za chwilę do sali wszedł konserwator i nie przerywając zajęć usiadł przy Czarku by powiedzieć mu, że wie, że to On napisał coś długopisem na ścianie w korytarzu. Zbulwersowałam się w pierwszym momencie, pomyślałam sobie, że znam Czarka i wiem, że nie mógł tego zrobić, ale zastanowiło mnie dlaczego Czarek się spóźnił no i napis wydał mi się trochę w Jego stylu. Nic nie powiedziałam, ale mimo wszystko byłam wściekła na konserwatora i gotowa obstać za Bratem.
W kolejnej odsłonie jedziemy razem z Czarkiem samochodem, wracamy chyba z tych zajęć. Samochód jest czerwony. Czarek prowadzi. Drzwi z Jego strony są uchylone, a on zamiast kierownicą zajmuje się jakimś lodem, albo batonikiem. Denerwuję się, że jest nieuważny, a On ma ze mnie ubaw. Siedząc obok chwytam za kierownicę i tak jedziemy. Ludzie się patrzą, a ja czuję dumę, że tworzymy taki zgrany zespół prowadząc razem samochód. Nikt tak jak my nie potrafi. Teraz oboje mamy ubaw.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz