sobota, 2 listopada 2019

Lipiec 2018 - fryzjer.

Poszłam z moim Bratem do fryzjera. Zanim przyszła Jego kolej czekałam na krzesełku razem z pracującą obok radczynią prawną. Zmieniała się w moim śnie z każdym "ujęciem" ze starszej babki, która miała przytwierdzony z ucha do czoła ekstrawagancki kolczyk w młodą dziewczynę. Chwaliła atmosferę w pracy.
Nadeszła kolej Czarka, starsza Pani, która była przed nim zabrała z biurka czarną kartkę z kolorowymi napisami. Myślałam, że to Czarka i już chciałam coś powiedzieć gdy fryzjer dał mu taką drugą. Potem zanim Czarek usiadł do strzyżenia fryzjer ustalił mu następny termin na za dwa tygodnie. Zaprotestowałam, bo stwierdziłam, że to przesada co 2 tyg. chodzić do fryzjera i poprosiłam by ustalił inny. Fryzjer się obruszył i wydał mi się wtedy wrednym, nadętym bufonem. Powiedziałam więc zachowując dobrą minę, że umówimy się telefonicznie. Wspomniał coś jeszcze o wczesnych godzinach - nie bardzo mi pasowało, bo przecież pracuję. Po chwili powiedziałam do Czarka, że przecież może przyjść sam, poradzi sobie beze mnie. Potem zainteresowałam się kotem fryzjera. W salonie stały niklowane drabinki, usiadłam przy nich na materacu i próbowałam zachęcić kotka by wskoczył na drabinkę, ale on nie był tym zainteresowany, więc właściciel postanowił pokazać, że kot umie, ale jakoś tak wyszło, że kot wskoczył na mnie i zaplątał się w moją sukienkę. O dziwo nie zezłościłam się, a żartem wybrnęłam z sytuacji tak, że zarówno fryzjer jak i ja wprawieni zostaliśmy w dobry nastrój.
Ostatnia scena to widok strzyżonego Brata.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz