sobota, 2 listopada 2019
Grudzień 2017 - urodziny.
Są moje urodziny. Do domu przychodzi dużo ludzi. Zdaję sobie sprawę, że chyba kupiłam za mało ciasta. Wywołuję Czarka z pokoju, żeby wysłać go do sklepu, ale zauważam, że mam jeszcze ciasto w lodówce. Czarek pomaga mi kroić, ale nie bardzo mu to wychodzi (ciasto rozpada się), więc oddaje mi nóż, ja się uśmiecham, wiem, że wcale go lepiej nie pokroję - co z resztą mu pokazuję. Uśmiechamy się do siebie. W drugiej części snu już nie ma Czarka. Ja, rodzina i ci goście jesteśmy w parku na rzeką, pijemy szampana i goście od razu sobie idą. Jest mi przykro, że nie chcieli spędzić ze mną trochę czasu, ale dociera do mnie, że przecież to tak naprawdę przyjaciele Czarka, a on żyje... O czym mieliby ze mną rozmawiać? Zostawiłam rodzinę i udałam się w stronę domu. Po drodze zaszłam do sklepu, gdzie spotkałam dwóch kolegów, którzy przewrócili niechcący regał z makaronem, który się porozsypywał. Miałam ogromną ochotę na słodycze.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz