Widzę Brata na stole operacyjnym, który jest u mnie w domu. Operację prawdopodobnie przeprowadzała babcia. Sen zaczyna się gdy Czarek ma już zoperowane 2-3 narządy wewnętrzne i właśnie usunięto mu większą część wątroby. Zostawiono tylko taki mały supełek z wentylkiem (znów kojarzy mi się z częścią balona). Przyglądam się Bratu, jest rozkrojony, ale w ogóle tego jakby nie widzę. Leży w białej pościeli. Myślę sobie, że taki biedny ten mój Brat. Tyle przeszedł. Ma 28 lat i jeśli przeżyje jeszcze 20 to maksimum. I zastanawiam się czy zdążę się nim nacieszyć. Pocieszam się, że może tak.
Potem idę do kuchni, tam babcia zajmuje się tą wątrobą. Wygląda trochę jak smardz choć z zewnątrz jest gładka. Jest przezroczysta, widać warstwy. Mam ją pokroić na kawałeczki i wrzucić do słoika z wrzątkiem. Przyglądamy się jej i zauważamy, że pomiędzy warstwami pojawia się krew, co odbieramy za dobry znak i nadzieję na przeżycie operacji przez Brata. Biegnę zobaczyć ten wentylek i tam też ku mojej uciesze widzę krew.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz