sobota, 2 listopada 2019

Grudzień 2017 - wypadek/żart.

Idziemy gdzieś z mamą, mama była po jakimś sporze z Czarkiem. Czarek mija nas samochodem wchodząc w zakręt z piskiem opon. W samochodzie są jego koledzy. Jestem zła. Mówię do mamy, że nie powinien nam tego robić wiedząc co się stało (zmarł w wypadku). Nagle słyszymy, że samochód w coś uderzył. Biegniemy wiedząc co zastaniemy na miejscu. Przeraźliwie krzyczę - nie płaczę, to rozpaczliwy ryk, zawodzenie. Nogi mi się uginają. Mama zwraca się do mnie wręcz nienawistnie "Przestań! Co Ty mi robisz?!". Dobiegamy na miejsce. To plaża nad wodą. Widzę Czarka z głową opartą na kierownicy i wyobrażam sobie, że jest tam krew. Brat jednak podnosi głowę, wszystko okazuje się żartem. Ja wchodzę do wody i poruszając się w niej bezładnie wykrzykuję mu, że nie powinien tak postępować wiedząc co przeżyłyśmy. Potem jesteśmy w domu z jego kolegami. Zastanawiam się dlaczego tamten wypadek miał miejsce i Czarek zginął (jednocześnie Czarek jest obok). Myślę sobie, że to miało mnie przed czymś uchronić (np od spróbowania narkotyków i w następstwie uzależnienia się). Potem stoję przy półce z książkami (segment taki jak miałam w dzieciństwie). Przeglądam Czarka podręczniki, potem natrafiam na swoje i zastanawiam się nad swoim planem lekcji i chyba tym, że nie jestem odpowiednio przygotowana.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz