niedziela, 5 stycznia 2020

Grudzień 2019 - spotkanie z mamą mojego ojca

Śniła mi się moja babcia, której nigdy nie poznałam choć mieszkała 3 km ode mnie. Zmarła kilka miesięcy temu. Była zupełnie obcą dla mnie osobą.

We śnie najpierw wspinałyśmy się po skalnej ćwiczeniowej ściance, ale "skałki" były wielkości ogromnych kamieni. Babcia się mocno spociła i poprosiła bym dała jej swoją bluzkę. Sama miała na sobie granatową bluzkę z długim rękawem. Dałam jej bardzo podobną.

Potem spacerowałyśmy po pięknej, zielonej łące, pod rękę. Babcia była pogodna, śmiałyśmy się, że podobnie wyglądamy i to, że idziemy tak pod rękę wydawało nam się zabawne. W tym momencie zwróciłam uwagę, że jest ubrana cała na czarno.

W oddali widziałyśmy przystojnego starszego Pana, bawił się z jakimś chłopcem. Babcia powiedziała mi, że wyszła za mąż za dziadka z miłości.

Potem miałyśmy zagrodę, z której ktoś wyprowadzał malutką brązową-białą krówkę. Gdy nazwałam ją krówką powiedziano mi, że mam nazywać ją Maniek, bo musi znać swoje imię i reagować na imię jak będzie większa.

Sądzę, że to było spotkanie. Może ta Pani, która chcę czy nie była moją babcią przerabia właśnie jakieś nauki, ale co chciała mi przekazać?

PS. Sen przyszedł po medytacji, a w nocy towarzyszył mi pietersyt, który dosłownie wgniatał mi głowę w poduszkę, mimo, że jest malutki.

sobota, 2 listopada 2019

Październik 2019 - spotkanie.

Wczoraj słuchałam nagrania do autohipnozy na oobe. Niestety zasnęłam w trakcie.
Śniło mi się, że jestem w szkole. Jest przerwa lub koniec zajęć. Przed wyjściem z budynku w korytarzu spotykam mojego Brata. Widzę Go tak dokładnie jakbym miała inne oczy. Nie umiem tego wytłumaczyć. Widzę dokładnie skórę, pory na twarzy. Wygląda tak jak przed śmiercią. Wzrost, strój, wiek - wszystko się zgadza. Uśmiecha się do mnie, a ja... od razu załapałam, że hipnoza zadziałała i właśnie widzę mojego Brata. Radość niewyobrażalna. Rzucam mu się na szyję. Czuję tak wyraźnie jego ciepło. Wychodzimy przytuleni ze szkoły. Zatrzymuję się by jeszcze trochę się tym nacieszyć. Przytulam twarz do Jego policzka. Czuję zapach perfum. Jestem taka szczęśliwa. Sen się kończy.

Październik 2019 - pająki.

Sen zaczął się tak, że stałam w pokoju i poczułam coś na ręku, patrzę, a to ogromny pająk. Zrzuciłam go, spojrzałam na sufit, a tam aż czarno od tych ogromnych pająków!! Tysiące pająków. Oprócz nich pojawiły się też ogromne pszczoły. Były wielkości małych kotków i były ich też miliony.
Przerażona pobiegłam do pokoju dziadka. Dziadek nie żyje od 9 lat. W moim śnie spał. Sądziłam, że będzie zły, że go budzę, ale musiałam to zrobić. Obudziłam go i zaczęłam tłumaczyć co się dzieje, a on wcale nie był zły. Ze stoickim spokojem powiedział, że weźmie jakąś rurkę i odetnie im tlen. Dobrze wiedział co zrobić.
Jestem już na podwórku. Dziadek wyszedł z mieszkania z jakąś rurką i poszedł do swojej szopki, a z domu oknami zaczęły wylewać się jak rzeka te martwe już pająki i pszczoły. Gęsta rzeka, albo lawina martwego robactwa.
Na wjeździe do podwórka stał mój samochód, ale to był mój pierwszy samochód, który miałam jakieś 8 lat temu. Wszedł do niego mój Brat, który nie żyje od 3 lat. Bałam się, że w samochodzie są jeszcze te robale i zaczęłam na migi pokazywać mu, żeby stamtąd wyszedł, ale on nie łapał o co chodzi i się wygłupiał. No ale w końcu wyszedł i przyszedł do mnie.
Obok stał nasz piesek - Gabi, której nie ma już z nami od 1,5 roku. Patrzeliśmy jak rozgryza jedną z tych pszczół. Dokładnie jej głowę. W środku była gęsta wydzielina. Trochę jak ropa.
I to koniec.

Wrzesień 2019 - powrót.

Śniło mi się dziś, że Mój Brat wrócił. Wszystko było jak w rzeczywistości miałam świadomość, że od 3 lat nie żyje. I on tak po prostu wrócił. Emocje w tym śnie były takie jakie byłyby naprawdę. Szczęście, które aż odbiera władze w nogach. Nie do opisania. A potem się budzisz... Cały dzień nie mogę do siebie dojść.

Sierpień 2019 - plakat.

Dziś śniło mi się dziecko. Wiem, że było to dziecko mojej mamy, albo podlegało jej opiece. Niemowlę. Pamiętam tylko, że zajmowałam się nim, a potem przystawiłam w wózku do łóżka mamy. Mama obudziła się i przejęła opiekę.

Kilka dni temu miałam sen z tym samym motywem.
Śniło mi się że moja mama miała drugie dziecko. Syna. To było tak jakby przez pierwsze 2-3 miesiące Jego życia w ogóle go nikomu nie pokazywała a może nawet się nim nie zajmowała.

Pewnego dnia przyszła z nim do mnie tak jakby miał już zostać w naszym życiu. Był ładny, jak to dziecko. Przypominał mi Brata i było mi bardzo ciężko gdy na niego patrzyłam. Wiedziałam, że to nie On. Zapytałam co tata na to. Wyglądało na to, że mu jeszcze trudniej. Chłopiec nazwany był imieniem ojca - Andrzej.

Chłopiec się smarkał tak dość odpychająco, ale po wytarciu noska było już ok. Gdy wzięłam go na ręce powiedział do mnie męskim głosem (!) , że teraz mu się odbije. No i tak się stało. Obrzygał mnie tak, że aż mi na kark i we włosy spłynęło (bo leżeliśmy).

W kolejnej scenie gdy wycieram to co wypluł, patrzę w lustro. Wyglądam paskudnie. Poprzedniego dnia ścięłam i przefarbowałam sobie sama włosy (tylko we śnie). Włosy były nierówno postrzępione, wyrudziałe, a grzywka miała jakby dwie warstwy. Koszmar. Mama wzięła nożyczki i próbowała je ratować jeszcze bardziej skracając. Pocieszałam się w myślach, że poprzednio dość szybko odrosły.

Ostatnia scena. Dziecko w moich rękach zamienia się w plakat, który usiłuję przyczepić do ściany budynku. Plakat jest wymiarów ok 40cmx180cm. Sprawia mi to trudność i niechcący przebijam go gwoździem akurat w miejscu gdzie jest wizerunek mojego Brata (Czarka). Plakat jest w ciemnych barwach. Czarek ma czarną koszulkę. Przejęłam się, bo wiedziałam, że to będzie przykre dla mamy, ale wiedziałam już, że to nowe dziecko będzie jakąś pociechą.

Kwiecień 2019 - motorynka 2.

Ponownie w moim śnie pojawia się motorynka, a dokładniej Mój Brat i motorynka.

Tym razem motorynka była moja. Robiłam coś na podwórku i uznałam, że dobrym pomysłem będzie jeśli pojadę na cmentarz motorynką. Wsiadłam, ale zanim znalazłam się na cmentarzu znalazłam się w domu z rodziną dziewczyny, którą znałam dawno temu. Było dużo ludzi, dzieci, jakieś czary, jakaś dziewczyna spodziewała się dziecka, co jej wywróżono. Nie pamiętam całej akcji w tym domu.

Potem znajduję się na zakręcie przy pierwszym zjeździe na cmentarz, gdzie dosiada się do mnie Czarek. Siada tak jak siada się na rowerze na ramę. Ciężko mi jechać, prawie nic nie widzę. Do tego mam znicze i wiązanki. Dojeżdżamy na cmentarz(drugi zjazd), ale przed bramą przewracamy się, wznoszą się tumany kurzu. Kwiaty (sztuczne) i znicze lądują w piachu. Nie nadają się do postawienia na grób. Zostawiam je przed bramą z myślą, że potem je wrzucę. Znicz jest pobity. Nie pamiętam co dokładnie działo się na cmentarzu. Wiem, że siedziałam przy nowym grobie jakiegoś Amerykanina. Potem gdy byłam już na podwórku przypominam sobie, że zostawiłam te kwiaty przed bramą.

Styczeń 2019 - motorynka

Dzisiejszy sen zaczyna się sceną, w której razem z rodzicami wybieramy się na spacer. Jesteśmy w Niemczech. Chcę iść w miejsce, które często pojawia się w moich snach. Rzecz dzieje się na tarasie dużego domu.

Po drodze głodnieję. Przechodzimy obok kolejnego miejsca, które często pojawia się w moich snach - straganów z jedzeniem. Kupuję zapiekankę. Z jakiegoś powodu jej nie dojadam.

Rezygnujemy jednak ze spaceru, wracamy do domu. Idę przodem. Przed domem w oddali widzę Brata, ale gdy się zbliżam odjeżdża motorem, a raczej motorynką (nigdy nie miał).

Stoimy na tarasie i nagle otoczenie się zmienia. Jesteśmy na wsi, na schodach domu mamy mojego wujka.

Mama chyba weszła pierwsza. Jestem ja i jej mąż. Nagle groźny pies zrywa się z łańcucha i biegnie prosto na nas. Wbiegam do środka i zatrzaskuję drzwi zostawiając tatę na zewnątrz. Widzę przez szybkę jak pies spowalnia na schodach, mam nadzieję, że może zrezygnuje z ataku i mam wyrzut sumienia, że zamknęłam te drzwi choć to był impuls. Tata wchodzi do środka. Pies mocno ugryzł go w nogę. Ma ogromne dziury. Nie ma krwi. Bardzo go boli i kładzie się na wersalkę.

Trzeba iść po pomoc. W mieszkaniu pojawia się wujek z psem, ale ten zostaje szybko wyprowadzony bo się boimy. Wujek też znika.
Pojawia się inny pies - czarny, w typie rottwailera, młody, trochę przerośnięty, bardzo przyjazny.

Muszę wezwać pomoc. Wyglądam za okno. Pies razem z innymi dwoma jest uwiązany przy stodole. Są nienaturalnych rozmiarów, sięgają aż pod dach, są bardzo puchowe, szare. Stają ma tylnych łapach. To piękny widok. Na podwórku leży rozszarpane truchło kota. Sam korpus. Z okna stodoły z siana wystaje ogromna pluszowa maskotka małpy, która ożywa. To ani goryl, ani orangutan. Jest pomarańczowy i wielki prawie jak King Kong. Demoluje wszystko na swojej drodze. Również dom. Wszystko się wali.

Do domu wchodzą trzy staruszki. Wyglądają trochę jak cyganki. Teraz znów mimo, że wciąż tym domu wiem, że jesteśmy w Niemczech. Panie przyszły nie w porę, więc wolelibyśmy, żeby sobie poszły. Skoro już uparcie siedzą poprosiłam by wezwały pogotowie, bo olśniło mnie, że znają język. Jedna z Pań zadzwoniła, ale rozmawiała po polsku. Zabrałam jej telefon i kontynuowałam rozmowę. Dyspozytorka była tak powolna i drobiazgowa, że myślałam, że wyjdę z siebie.

Nim skończyłam rozmowę akcja mojego snu przeniosła się w ruinę innego domu. Tam też szalała ta wielka małpa. Byłam tam tylko z jedną osobą. Próbowałyśmy się wymknąć. Tu się chyba urwało.